"Wojna"? Fotoreportaż z Malmo

Łukasz Bok29 wrzesień 2017 - 16:13

„Wojna w Malmo”, „Szwecja na progu wojny domowej”, „Gangi przejęły miasto” – takie nagłówki artykułów licznie występujących w Internecie zdominowały wybór czytelników KiKŚ w ankiecie na  miejsce, do którego powinienem się udać w celu sprawdzenia na własnej skórze jak wygląda tamtejsze życie i czy na pewno taki diabeł straszny jak go malują? Z całą pewnością - trzy dni nie wystarczą, by poznać szwedzkie Malmo od podszewki,  ale na pewno pozwolą w pewnym stopniu zorientować się  jak prezentują się realia. W naszej wyprawie postanowiliśmy odwiedzić zarówno te miejsca, o których opinie są raczej nieprzychylne, jak i te, które spotykają się z licznymi rekomendacjami. My? Tak. Miałem do pomocy kompana, który był mi kompasem, słownikiem, gdy było to konieczne i dobrym towarzyszem, więc nie zdziwcie się, że czasem wtrącę liczbę mnogą. Było trochę strachu i ekscytacji, bo nie wiedzieliśmy na ile wyżej wymienione tytuły zgodne są z rzeczywistością, ale ciekawość wzięła górę nad niepewnością i wyruszyliśmy, by to sprawdzić!

Nasza obecność w Malmo to trzy pełne dni – 13, 14 i 15 lipca. Pierwszy dzień zawozi nas oczywiście do Rosengard. Czemu wybór jest tak oczywisty? Rosengard to dzielnica, której nazwa nierozerwalna jest z określeniem „strefa no-go”, czyli miejsce, gdzie nie powinniśmy wchodzić, bo może się to dla nas źle skończyć. Termin dobrze znany z historii, obecnie najczęściej używany w stosunku do muzułmańskich dzielnic we Francji, Belgii czy właśnie w Szwecji, gdzie podobno policja nie jest w stanie utrzymać wszystkiego w należytym porządku. Sprawdzamy. Z góry zaznaczam - wyprzedzając myśli niektórych z Was – nie robimy tego nocą. Noc to nienajlepsza pora, by ładować się z aparatami w uliczki nieznanych osiedli i zagadywać ludzi - czy to w Malmo, czy w Paryżu, czy nawet w Obornikach Śląskich – zachowujemy resztki rozwagi rozpoczynając wyprawę przed południem. Pierwszą kilkugodzinną wizytę poświęcamy na ogólny obchód i zapoznanie się z terenem. Wiemy, że wrócimy tu kolejnego dnia. Przekraczając granicę Rosengard, a przynajmniej tak mówi Pani z GPS-a, bo tabliczki informacyjnej żadnej nie ma, witają nas zajączki biegające po chodniku i… Zlatan Ibrahimović, gwiazda światowego futbolu! Choć niestety- tylko z „grafiki”(?) na jednym z bloków. Oblicze Zlatana nie jest jedyną sztuką uliczną z jaką mamy do czynienia – większość bloków w Rosengard jest przystrojona jakimiś street art’em głównie skupionym na sztuce portretowej losowych osób oraz na książkowych mądrościach. Obok bloku „ze Zlatanem” stoi boisko również nazwane jego imieniem. W Malmo „Ibrakadabra” urodził się  i wychowywał, więc możemy podejrzewać, że w tym budynku mieszkał, a na tym boisku ćwiczył swoje piłkarskie umiejętności i choć tego nie wiemy na pewno - to wiemy, że czasem odwiedza Rosengard i jest tutaj kochany. Jest synem bośniackich imigrantów, którzy osiedlili się w Malmo. Właśnie w tej dzielnicy.


(Fot. 1 - zajączki, tuż po wejściu do Rosengard)

(Fot. 2 - wizerunek Zlatana na jednym z bloków w Rosengard)

(Fot. 3 - boisko im. Zlatana Ibrahimovicia na terenie dzielnicy Rosengard) 

Idąc dalej wzdłuż blokowisk mijamy nieczynne, małe arabskie targowisko, salony fryzjerskie, przychodnię lekarską, wielkie centrum handlowe – nie brakuje tu niczego. Kawałek dalej stadion lokalnej drużyny. W końcu kościół. Można powiedzieć, że polski kościół – „St. Maria i Rosengard” to siedziba Polskiej Misji Katolickiej w Malmo. Odbywają się tutaj nabożeństwa w języku polskim, choć odprawiane są również po szwedzku, chorwacku czy wietnamsku. Wrócimy tu w dniu polskiej mszy, by pogadać z rodakami oraz księżmi.



(Fot. 4 - Kościół St. Maria i Rosengard w centrum Rosengard)

Kilkaset metrów dalej natrafiamy na kolejny kościół, tym razem większy. Nie przyglądamy się zbyt długo, bo trwają właśnie przygotowania do uroczystości pogrzebowych. Jest też oczywiście szkoła, całość wygląda bardzo schludnie na tle nudnych bloków rodem z lat 60. Kościoły to nie jedyne miejsca ośrodków religijnych- jest też kilka meczetów, a w zasadzie „meczecików”, które absolutnie nie rzucają się w oczy. Gdyby nie oznaczenie na mapie raczej ciężko byłoby je znaleźć - oczywiście poza Centrum Islamskim, które znajduje się na uboczu dzielnicy i otoczone jest wielką łąką. Budynek robi wrażenie, ale cóż się dziwić - jest on głównym miejscem modlitwy dla lokalnych muzułmanów, a to oni stanowią większość społeczną w Rosengard.

(Fot. 5 - Drugi z kościołów w Rosengard)


(Fot. 6 - Meczet przy Centrum Islamskim w Rosengard)

**

Trudno nie zauważyć, że większość ludzi zamieszkujących dzielnicę, to osoby z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Specyficzne okrycia kobiece pozwalają nam stwierdzić różnorodność ich pochodzenia - są panie w czadorach (okrycie typowe dla kobiet pochodzących z Iranu i Afganistanu), hidżabach, nikabach, a nawet w burkach. Starsze i młodsze, spacerują, robią zakupy. Nie brakuje również czarnoskórych oraz Azjatów (tych z Dalekiego Wschodu), choć ci stanowią zdecydowaną mniejszość. Multikulturowość pełną gębą z wyraźnym zaznaczeniem, że większość mieszkańców Rosengard to Arabowie. Może w pierwszej chwili budzi to pewne zdumienie - w końcu znajdujemy się w Skandynawii, a nie w Azji czy w Afryce,  ale nie trwa ono długo. Łatwo się przyzwyczaić do tego widoku. Na nas nikt nie zwraca uwagi, widocznie nie rzucamy się w oczy, choć nie trudno byłoby zauważyć, że jesteśmy tutaj pierwszy raz w życiu.

**

Spokojnie spacerując po osiedlu trafiamy osobiście na pierwszy (i ostatni) sygnał wskazujący, że nie zawsze jest tutaj tak cicho i spokojnie. Na uboczu drogi stoi spalony srebrny samochód ze zwisającymi z lusterka taśmami policyjnymi. Widać, że świeża sprawa. Do przestępstw jednak wrócę później. Tymczasem większość dnia w Rosengard upłynęła dość szybko, to naprawdę wielkie osiedle, niczym miasto.


(Fot. 7 - Spalony samochód na jednej z bocznych dróg osiedla)

**

Po zmroku przyszła pora, by sprawdzić jak toczy się nocne życie w centrum miasta. Tutaj zaskoczenie. Choć do weekendu daleko, ulice pękają w szwach. Znalezienie wolnego miejsca w lokalu graniczy z cudem, bez znaczenia jest czy interesuje nas irlandzki pub, szwedzka, arabska, tajska czy chińska restauracja. Jest bardzo gwarnie. Gdzieniegdzie słychać muzykę, porządku pilnuje paru policjantów. Do około północy nocne życie przechodzi mocny rozkwit.


(Fot 7. - Jedno z centralnych miejsc Malmo po godzinie 22)

**

Kolejny dzień wita nas informacją o strzelaninie w Rosengard. Jak się okazuje, ktoś ostrzelał okna w mieszkaniu. Teraz wykorzystam sposobność, by opowiedzieć o problemach z jakimi zmagają się mieszkańcy tejże dzielnicy.

Rosengard zamieszkuje nieco ponad 20 tysięcy osób z czego 86% to imigranci. Na terenie blokowisk wytworzyły się gangi specjalizujące się głównie w dystrybucji narkotyków. Obecność więcej niż jednego gangu równoznaczna jest z walką o wpływy - stąd właśnie liczne strzelaniny, podpalenia czy pobicia. To bardzo ważny fakt, często zatajany! Większość przestępstw nie dotyka cywilów, a jeśli tak, to ich liczba nie wyróżnia się na tle statystyk innych państw. Motywem nie są względy religijne, co starają się przepchać niektóre środowiska i ośrodki informacyjne. W Malmo nie dochodzi do zamachów terrorystycznych. Giną członkowie poszczególnych gangów, następnie dochodzi do odwetów, stąd płonące samochody czy strzały ostrzegawcze w okna. Polska w latach 90. zmagała się z czymś podobnym. Masowe strzelaniny, wybuchy, pobicia tyczyły się głównie środowisk przestępczych. To sytuacja, którą można zaobserwować w wielu innych krajach, między innymi w Stanach Zjednoczonych. To co napisałem jest bardzo ważne, poddaje pod wątpliwość bezpieczeństwo w mieście, skoro w każdej chwili można być przypadkowym świadkiem strzelaniny, i mocno uderza w propagandę rozpowszechnianą w internecie. W Malmo nie ma żadnej wojny religijnej, chrześcijanie nie są wyżynani przez muzułmanów. Nie ma egzekucji, nie ma zamachów terrorystycznych, nie ma kalifatu, nie ma szariatu. Są walki imigranckich gangów o wpływy w narkotykowym światku - powtarzam. Policja stara się z tym walczyć. Fakt, jest dość bierna i nieudolna, ale nieprawdą jest, że nieobecna jest w Rosengard. Komisariat policji jest niedaleko, zresztą sam byłem świadkiem, jak pewna pani dostała mandat za nieprawidłowe parkowanie. Pozwolę sobie przypomnieć raz jeszcze: dochodzi do przestępstw o motywach religijnych czy rasistowskich, ale na podobnym poziomie statystycznym, jak w innych państwach.

**

Po wieści o nocnej strzelaninie w Rosengard wybieramy się tam ponownie o poranku. Nie zauważamy ani żadnego większego poruszenia, ani policji. W zasadzie nic się nie zmieniło. Wszystko dokładnie tak, jak wczoraj. Ponownie zmierzamy do kościóła Polskiej Misji Katolickiej, dziś odbywać się będzie msza w języku polskim. Próbujemy skontaktować się z proboszczem, ale dowiadujemy się od innego księdza, iż będzie on dostępny dla nas dopiero po nabożeństwie. W mszy świętej udział bierze co najmniej kilkunastu naszych rodaków, na rozmowę z nami zgadzają się dwie młode Polki. Niestety nie przed kamerą. Kasia jest tutaj ładnych parę lat, Monika* (imię losowe, nie przedstawiła się) dopiero co przyjechała - póki co turystycznie. Z racji doświadczenia Kasia mówi znacznie więcej. Pochodzi z zupełnie innej dzielnicy, ale chętnie uczęszcza do kościoła w Rosengard. Całkiem rozsądnie opowiada o postępującej islamizacji w Europie, jest dobrze zorientowana w obecnej sytuacji na świecie. „Szwedzi wiele spraw zamiatają pod dywan, nie jest tak, jak być powinno. W przeciągu ostatnich lat zmieniło się trochę na niekorzyść, bo Arabów jest coraz więcej. Nie chcą pracować, nie potrafią się przystosować, a szwedzkie władze im ulegają”. O bezpieczeństwie wypowiada się w podobnym tonie, co inne osoby. „W Polsce również są miejsca, gdzie wieczorem nie warto się samemu pokazywać, tutaj jest podobnie” – mówi. Spytana czy giną postronne osoby – stanowczo odpowiada „nie”. „Nie przypominam sobie ataku, w którym zginęliby przypadkowi ludzie, to o czym słyszymy, to walki gangów. Niedawno na przystanku autobusowym zabito nastolatka, jak się okazało była to egzekucja na świadku koronnym, który miał pogrążyć jeden z gangów”. Pytamy dalej, czy jacyś jej znajomi uciekli stąd ze względów bezpieczeństwa? „Nie”. Kasia opowiada nam też o tym, jak po emisji materiału Sekielskiego w TVP dostała mnóstwo telefonów od znajomych, którzy namawiali ją na powrót do kraju, by nie narażała swojego życia w tak niebezpiecznym mieście. „Nie jest tutaj tak źle, jak oni to pokazali. Mam w Rosengard dwójkę dobrych znajomych. Polacy. Mówią, że czują się w mieście bardzo bezpiecznie. Dziś było w kościele niewielu Polaków, bo ludzie są w pracy, na wakacjach, ale uwierzcie, że w niedzielę kościół jest zawsze pełny. Nigdy nic niepokojącego się pod nim  nie wydarzyło”. Nasza przeciekawa rozmowa trwa piętnaście minut, na koniec słyszymy, by nie wrzucać wszystkich do jednego wora, bo ona z własnego kilkuletniego doświadczenia życia w Szwecji wie, jak bardzo jest to krzywdzące.

Po „wywiadzie” próbujemy ponownie skontaktować się z księdzem, wychodzi do nas, ale niestety nie godzi się na rozmowę nawet przy wyłączonej kamerze. Jako powód słyszymy, iż parę dni temu już ktoś kręcił tutaj materiał. Szkoda, ale nic straconego. Jako działanie alternatywne wybieramy znalezienie jakiegoś Szweda, który zechce zamienić z nami parę zdań. Wpadamy na starszego pana, ławeczka, gazetka, obok rower, koszyk w rowerze zapełniony zapasami piwa na cały weekend. Angielski na dość miernym poziomie, ale jesteśmy w stanie się dogadać . Nie dowiadujemy się niczego nowego. On się nie boi, dochodzi tutaj czasem do strzelanin, ale to walczące ze sobą gangi – mówi. Mieszka tu kilkadziesiąt lat, trochę się zmieniło.

Kończąc powoli nasze wizyty w Rosengard postanawiamy odwiedzić centrum handlowe o nazwie… „Centrum”, które znajduje się po środku dzielnicy. Nie da się ukryć  iż jest to najbardziej muzułmańska część miasta, gdyż to głównie muzułmanie są tutaj klientami oraz pracownikami. Sporo arabskich napisów, bannerów, całokształt i atmosfera sprawiają, że czujemy się jak cofnięci w czasie co najmniej o 10 lat. Nie decydujemy się na testowanie oferowanych produktów. :)

Kończąc naszą dwudniową wizytę w Rosengard stwierdzamy, że określenie „strefa no-go” w stosunku do tego miejsca jest mocno naciągane. Nie bardzo jest tutaj co podziwiać. Poza kościółkiem i Centrum Islamskim (dla fanów architektury), nic szczególnego.

**

Końcówka drugiego dnia, już po zmroku, służy nam na odwiedzenie kolejnych regionów Malmo, tych bardziej „żywych” o tej porze dnia. Alkohol, jedzenie, muzyka - niewiele się tu różni od miejsc, które odwiedziliśmy dzień wcześniej. Po powrocie do hotelu i włączeniu telewizora dowiadujemy się, że Szwedzi mają dziś wyjątkową okazję do świętowania. Obchody 40. urodzin pięknej księżnej Wiktorii, następczyni tronu. W telewizji emisja uroczystego koncertu na jej cześć prosto z  Zamku Królewskiego w Sztokholmie, mnóstwo ludzi i szwedzkie gwiazdy na scenie. Wkręciliśmy się. Lokalni uwielbiają rodzinę królewską, jest to widoczne na każdym kanale telewizyjnym tego dnia.

**

Ostatni dzień w Malmo poświęcamy na odwiedzenie najpopularniejszych miejsc (według oficjalnego przewodnika) - zabytków i wybrzeża, bo Malmo to nie tylko mrożące krew w żyłach nagłówki portali, ale po prostu piękna miejscowość oblegana przez turystów. Miasto, w którym na każdym kroku widzimy rowerzystów. Mają swoje pasy na chodnikach (469 kilometrów ścieżek rowerowych!), parkingi i wypożyczalnie. Powiecie, że w Polsce również, ale powtarzam – tutaj jest to na każdym kroku. Oddzielny pas na drodze mają również autobusy, co powoduje, że komunikacja miejska jest płynna i punktualna co do minuty. Trudno się więc dziwić, że większość przesiadła się na rower bądź korzysta z autobusu. Może to drobne szczegóły, ale bardzo istotne dla mieszkańców. W mieście wrażenie robi potężny most nad Sundem łączący Malmo z Kopenhagą, zamek Malmohus czy Turning Torso, piękny biurowiec będący najwyższym budynkiem w Szwecji i jednym z większych w Europie. To właśnie pod nim spotykamy szwedzką parę turystów z okolic Goteborga. Sophia i Bosse zachwycają się pięknymi widokami w Malmo, wyraźnie zaznaczają, że czują się bezpiecznie i zachęcają wszystkich do odwiedzin, by zobaczyć to na własne oczy.

(Fot. 8 - Szwedzcy turyści Sophia i Bosse)

(Fot. 9 - Piękny budynek mieszkalny Turning Torso)

Kilkadziesiąt metrów od Turnig Torso znajduje się wybrzeże. Wspaniała, ponad 30-stopniowa temperatura powoduje, iż nad morzem tłumy ludzi. Pływają, opalają się, jedzą, odpoczywają. W tle wszechobecne mewy. Nad samą wodą rozmawiamy z Aną i Maią, dwie urodziwe Szwedki przez kilka minut odpowiadają na nasze pytania. Nasza dyskusja niewiele różni się od poprzednich. Obie żyją w Malmo – „najbardziej lubimy tę bliskość do morza i ludzi z całego świata, których możemy tu spotkać”. Na pytanie o bezpieczeństwo odpowiadają zgodnie – „są strefy, w których jest niebezpiecznie, ale tak jest wszędzie. Nie chodzimy tam, bo nie musimy”. Są uśmiechnięte i zadowolone, nie boją się życia w mieście. To o czym mówią doskonale odwzorowuje nasze odczucia po trzech dniach pobytu w Malmo. Gdyby ktoś mnie spytał co sądzę o mieście – odpowiadałabym to samo co żyjące tu Ana i Maia.

(Fot. 10 - Mieszkanki Malmo, Ana i Maia)

**

Po zwiedzeniu wszystkiego, co warto zobaczyć, pozostała nam ostatnia rzecz na liście. Podróż pociągiem na trasie Malmo-Karlskrona. Przyznaję szczerze– najmniej przyjemny moment całych trzech dni. Wagony niezbyt schludne (najgorsza klasa), głośne i przepełnione. Na szczęście w połowie trasy zmieniliśmy klasę i wszystko wróciło do szwedzkiego porządku.

NIEDŁUGO UKAŻE SIĘ OBSZERNA GALERIA POŚWIĘCONA WYJAZDOWI DO MALMO!

Podsumowanie: wyjeżdżając do Malmo miałem świadomość, iż ostre artykuły w internecie są trochę podkolorowane, mimo wszystko z tyłu głowy było zaniepokojenie. Chyba nie do końca potrzebnie. Mnie miasto urzekło, świetne widoki, płynność, ład, porządek. Niezwykła różnorodność w wielu aspektach, kulinarnych, kulturalnych i tak dalej. Raj dla rowerzystów, czyli dla mnie. Ale nie zapominam też o tym, co złe. Złym jest brak konkretnej walki z przestępczością zorganizowaną, która dotyka głównie bezrobotnych imigrantów. Z doświadczenia wiadomo, że środowiska te są podatne na radykalizację poglądów i w przyszłości mogą być zdolne nawet do prowadzenia dżihadu, pozostaje jednak mieć nadzieję, że szwedzkie służby czuwają i nauczone europejskim doświadczeniem stale kontrolują zagrożenie. Póki co w Malmo nie doszło do żadnego zamachu terrorystycznego, więc trzeba powiedzieć, że pod TYM aspektem jest bezpiecznie.

Złym jest też zamykanie sklepów z alkoholem na weekend. :) Wiecie, że w Szwecji alkohol kupicie tylko w specjalnych państwowych sklepach do tego stworzonych? Działają tylko do piątku (bądź soboty godz. 13), więc nie dziwi widok ludzi wychodzących z wózkiem pełnym wysokoprocentowych trunków jako weekendowy zapas. Ma to na celu walkę z alkoholizmem, z którym kiedyś mocno zmagała się Szwecja. Ale… gdybym miał polecić bądź odradzić, to SERDECZNIE POLECAM! Nie dajcie się ponieść propagandzie. Znacie mnie. Daleko mi do lewicowych poglądów, daleko mi do chwalenia polityki otwartych drzwi dla każdego bez jakiejkolwiek kontroli, ale to co zobaczyłem, odczułem, wysłuchałem daje mi wiarę, że nie jest w Szwecji tak źle, jak stara się nam to wmówić. 

MATERIAŁY POWSTAŁY DZIĘKI:

Exportpaczka - Czech Logistic
 
Heg.com.pl - Andrzej Popławski


Biuro podróży Iris Travel

ORAZ DZIĘKI WSPARCIU CZYTELNIKÓW!

Kategorie:
Share:

Czytaj także

Bliski Wschód

Krwawy zamach w wyzwolonym Al-Bab

Łukasz Bok24 luty 2017 - 12:37
kategoria nie istnieje

Atak w Hamburgu

Łukasz Bok28 lipiec 2017 - 19:25
Bliski Wschód

Kim był walczący dla IS al-Bulandi?

Łukasz Bok01 marzec 2017 - 21:30