Rurociąg w Północnej Dakocie - co tam się wydarzyło?

Łukasz Bok19 grudzień 2016 - 16:00

Jeśli nie słyszeliście o protestach, trwających od lipca na terenie rezerwatu plemienia Siuksów, Standing Rock, w stanie Północna Dakota, to nie jest to nic dziwnego. Cały konflikt nie otrzymał dość czasu antenowego w samych Stanach Zjednoczonych, żeby statystyczny Amerykanin zrozumiał, o co w tej sprawie chodzi, więc i mieszkańcy Europy mogą mieć zrozumiałe trudności.

Zacznijmy zatem od początku. W styczniu tego roku firma Dakota Access, LLC, odnoga Energy Transfer Partners, otrzymała wstępne zezwolenie na start budowy rurociągu idącego pod dnem rzeki Missouri i jeziora Oahe, do którego rzeka wpada. Rurociąg miał mieć 1886 km długości i składać się z elementów o średnicy 30-76 cm. Według danych z oficjalnej strony projektu, ropociąg miał zapewnić bezpieczny przesył ropy wydobywanej z formacji skalnych Bakken/Three Forks w Północnej Dakocie do stacji końcowej w okolicy Patoki w stanie Illionois. Korzyści płynące z budowy ropociągu według autorów strony to przede wszystkim zmniejszenie różnicy między ilością ropy, jaką Stany Zjednoczone produkują, a jaką zużywają. Dzięki dostępowi do ropy przesyłanej przez rurociąg Dakota Access Stany Zjednoczone miały zrobić krok ku niezależności od importowanej ropy.

Ostateczną zgodę na rozpoczęcie przedsięwzięcia Dakota Access otrzymała w lipcu tego roku od Korpusu Inżynieryjnego Armii Stanów Zjednoczonych. Pewnie teraz pojawi się pytanie, co to jest Korpus Inżynieryjny Armii Stanów Zjednoczonych i jaką rolę odgrywa w wydawaniu zezwoleń na budowę rurociągu. Otóż według źródeł samej formacji, Korpus Inżynieryjny jest angażowany w budowę infrastruktury publicznej: tamy, kanały, zbiorniki retencyjne, budowa zaplecza chroniącego przed powodziami. Formacja bierze też udział w przywracaniu równowagi ekosystemowej. Inżynierowie Korpusu przed wydaniem zezwolenia na jakąkolwiek budowę zobowiązani są dokonać oceny środowiskowej każdego zamierzonego projektu. W przypadku budowy rurociągu na terenach należących do plemienia Siuksów istnieje zarzut wobec Korpusu, jakoby się z przedstawicielami owego plemienia nie konsultowali przed wydaniem zezwolenia.


Dlaczego to jest ważne? Ponieważ cała akcja protestacyjna na terenie sporu zwanym Standing Rock opiera się na dwóch argumentach. Po pierwsze, rzeka Missouri jest źródłem słodkiej wody dla Indian zamieszkujących sporny teren. Po drugie, owe tereny nie są tylko miejscem, gdzie Siuksowie rezydują, ale również świętym miejscem pochówku ich przodków. Argument dotyczący ryzyka zanieczyszczenia ropą wody jest o tyle ważny, że na terenach, gdzie podobne ropociągi pociągnięte pod dnem rzeki już istnieją, zdarzały się wycieki. Najnowszym takim przypadkiem jest wyciek, do którego doszło 2,5 godziny drogi od miejsca, gdzie odbywają się protesty! Myślę, że można spokojnie stwierdzić, że obawy protestujących są co najmniej uzasadnione. Co do miejsc pochówku Indian, pomimo trwających przez ostatnie miesiące protestów, budowlańcy, którzy wjechali na teren sporu zdążyli już zniszczyć niektóre ciężką maszynerią.

Należy sobie uświadomić skalę protestu, żeby zrozumieć, jak bardzo Siuksom zależy na pozostawieniu w spokoju terenu i wody, jakie są ich własnością. W protestach od lipca brało udział tysiące ludzi: członkowie plemienia Siuksów, solidarne z nimi inne plemiona Amerykańskich Indian, które codzienną kość niezgody zdołały zakopać na rzecz walki w imię ich terenu, wody i przodków.

Z całego kraju zjechało na miejsce protestu setki aktywistów, przedstawicieli niezależnych mediów, takich jak The Young Turks czy Democracy Now. W ciągu trwających protestów zostało tymczasowo aresztowanych 400 osób, a 167 zostały ranne. W nagraniach pochodzących ze źródeł obecnych niezależnych dziennikarzy można zobaczyć, jak policja stanowa i okręgowa chroni budowlańców przed nieuzbrojonymi protestującymi za pomocą armatek wodnych, gazu pieprzowego, czy broni na gumowe naboje. Zostały zanotowane przypadki spuszczania psów na protestujących, w wyniku których kilka osób zostało rannych. Doszło nawet do incydentu użycia przez policję granatu hukowego, który eksplodował uderzając w ciało kobiety biorącej udział w proteście, doprowadzając do poważnego urazu.
Można zadać sobie pytanie, czy jeśli firma budowlana ma oficjalne zezwolenie na budowę, nie powinna bronić swoich środków i przedsięwzięcia przed takimi protestami? Choć nasunąć się mogą różne odpowiedzi, należy rozważyć jedną kwestię. Teren, gdzie budowany jest ropociąg legalnie nadal należy do Siuksów. Jak wiadomo, Indianie to rdzenna ludność Stanów Zjednoczonych, która dostatecznie ucierpiała przez setki lat, poczynając od pierwszych kolonizatorów, jacy pojawili się na terenie Ameryki Północnej, aż do dziś. Teren dziś zamieszkiwany przez Siuksów, czyli południowa część stanu Północna Dakota, oraz tereny położone na południe w Południowej Dakocie, na mocy traktatu z Laramie z 1868 roku, należą do tego plemienia Siuksów. W następujących latach amerykański rząd próbował zabrać jeszcze więcej ziem z terenów należących do plemienia, co się udało i teren zdefiniowany przez traktach został pocięty na siedem mniejszych rezerwatów. W latach 40-stych XX w. w ramach próby zadośćuczynienia za nielegalne przejęte tereny plemienia, rząd amerykański zaoferował Siuksom pokaźną sumę pieniędzy, którą plemię odrzuciło, mówiąc, iż chcą z powrotem swoje ziemie. Ponieważ oficjalnie pieniądze zostały przeznaczone dla Indian, tkwią one na koncie amerykańskiej skarbówki i zakumulowały się do porażającej sumy 1,3 miliarda dolarów.

Gdy protesty nabrały pokaźnych rozmiarów w lato tego roku, oczy protestujących zwróciły się w kierunku Ministerstwa Sprawiedliwości i prezydenta Baracka Obamy. Pod presją mediów i rosnącej liczby protestujących prezydent ‘’zalecił”, aby Korpus Inżynieryjny jeszcze raz przyjrzał się terenowi, gdzie trwała już budowa, i orzekł, czy nie znajdują się tam miejsca pochówku. Według nakazu Dakota Access miała na czas prowadzonych prac Korpusu trzymać bezpieczną ponad 30- kilometrową odległość od wybrzeża rzeki Missouri. Tymczasem, w trakcie trwania nakazu, prace postępowały, i miejsce odwiertu było wyznaczone około 800 m od krawędzi rzeki. Sam Obama, zapytany w wywiadzie sprzed miesiąca stwierdził lakonicznie, że obie strony powinny zachować spokój i pozwólmy wynikom badań ukazać, czy na terenie budowy faktycznie znajdują się miejsca pochówku.

W międzyczasie, już w listopadzie, temperatury na terenie Standing Rock drastycznie spadły i nastała tam prawdziwa północno-amerykańska zima. Nie powstrzymało to protestujących, walczących o swoje tereny i dostęp do bezpiecznej wody. W artykule opublikowanym przez The Guardian, z dnia 21ego listopada, protestujący zostają zaatakowani z armatek wodnych przy temperaturze -5*C podczas jednego z wielu starć z ochroną budowy i policją.

Przełom w konflikcie nadszedł w ciągu pierwszych dni grudnia, kiedy dostęp do terenu Standing Rock utrudniony był przez śnieżyce i grubą warstwę śniegu. Na początku miesiąca na terenie protestu zjawiło się ponad 2000 amerykańskich weteranów wojennych w celu wsparcia Indian i aktywistów w ich protestach. Doniesienia o przybyciu weteranów, którzy mają za sobą udział w wojnach w Wietnamie, Iraku czy Korei pojawiły się w mediach dnia 2 grudnia. Natomiast 5 grudnia padło oficjalne oświadczenie ze strony Białego Domu o wstrzymaniu dalszej budowy ropociągu i przepuszczenie go inną, bezpieczną dla Indian, trasą. Czy to przypadek, że dopiero obecność weteranów, którzy w oczach opinii publicznej w Ameryce cieszą się ogromnym szacunkiem, wywołała stanowczą reakcję prezydenta? Zostawiam to Wam do oceny.

Z dniem 5 grudnia przedstawiciele plemienia podziękowali protestującym za ich zaangażowanie i trud, którego nie zdołały złamać nawet mrozy. Na terenie Standing Rock rozległy się dźwięki bębnów i śpiewy w akcie celebracji. Akcentem zamykającym protestu była uroczystość, podczas której niektórzy weterani, którzy wsparli protesty oficjalnie poprosili przedstawicieli plemienia o przebaczenie za krzywdy, jakie amerykańska armia wyrządziła Indianom na przestrzeni lat. Starszyzna plemienia przyjęła przeprosiny w atmosferze wzruszenia. Przedstawiciele firmy Energy Transfer Partners, do której należy Dakota Access wyrazili swoją wolę kontynuowania budowy bez zmiany trasy ropociągu.

Choć celebracje związanie z zatrzymaniem budowy ropociągu dały upust radości zaangażowanych protestujących, przedstawiciele plemienia nie ukrywają obaw, że to jeszcze nie skończona walka. Z dniem 20 stycznia urząd prezydenta obejmie Donald Trump, który zainwestował kapitał w spółkę Energy Transfer Partners, a dyrektor wykonawczy owej firmy wspomagał jego kampanię prezydencką.

Czas tylko pokaże, czy walka przynajmniej o ten mały kawałek terenu, o który plemię Siuksów ze Standing Rock musiało walczyć przez ostatnie 150 lat, dobiegła końca.

Tekst: Aleksandra Dąbrowska
Fot.k3nt via Foter.com / CC BY

Share:

Czytaj także

Konflikty

Armia Korei Północnej w gotowości, ale Kim zostawia furtkę

Łukasz Bok15 sierpień 2017 - 10:13
Pozostałe

Imigranci zaskoczyli plażowiczów w Hiszpanii [WIDEO]

Łukasz Bok11 sierpień 2017 - 15:42
kategoria nie istnieje

Pożar Grenfell Tower w Londynie

Łukasz Bok14 czerwiec 2017 - 08:20